ZIIIIIING!

Początek tego roku Kuba Łuka z pewnością zaliczy do udanych i... pracowitych. Najpierw w lutym solowy album Five songs from the Lisbon balcony (RECENZJA: KLIK!), teraz ZIIIIIING!, który mieszkający obecnie w Portugalii muzyk i producent przygotował razem z Maćkiem Szymczukiem. Another One to odcięcie obu artystów od swoich głównych projektów. Udane odcięcie.
Za sprawą ZIIIIIING! duet uderza w rejony bardzo zróżnicowane, by nie napisać po prostu: eklektyczne. No bo czego na drugiej płycie (plikach cyfrowych) Another One, a pierwszej jako wspólny projekt Szymczuka i Łuki nie ma? Elektroniczna baza? Jest. Post-punkowe zacięcie? Także. Hip-hopowe bity? Także obecne. Miesza się i miesza wszystko ze sobą, tworząc jedną jakże ciekawą, dynamiczną i zadziorną całość. Tego albumu nie słucha się na wyrywki, każdy następujący po sobie utwór to wspólna całość. Chaotyczna, momentami agresywna, z całą pewnością także tajemnicza i wciągająca.
Powtórzyć zdania z materiałów prasowych, to jak nic nie napisać. Olejmy komiksy, sci-fi, zacznijmy od „?#@*&%!”. Takiego openera życzyłby sobie każdy noise'owo-elektroniczny skład, każdy indie-pindie skład, który czasem sięga po syntezatory, każdy... No, każdy skład mógłby Another One pozazdrościć utworu numer jeden. Ależ to siła, ależ energia, rytmika na sto dwa, rzężące riffy ciosające powietrze. Dynamit, który rozpoczyna ZIIIIIING! z impetem. Co ciekawe, nie na całym wydawnictwie znajdziemy takie ostre ciosy, dynamiczne nagrania wywołujące pot na czole muzyków, a poplątanie zmysłów wśród słuchaczy. Szymczuk i Łuka niekiedy zwalniają obroty, a robią to stosunkowo szybko, bo już w drugim na liście „Lordzie Matrixie”. Powolne tempo, niepokojące, monotonne riffy, transowa rytmika czy - też gitary - ale w wersji solo i do tego zwiastujące pełną orientu wiosnę. „Lord Matrix” ma w sobie coś niemal doniosłego, czy będą to hipnotyzujące melodie, czy dorzucone, zagęszczające tę i tak oleistą atmosferę skrecze, ciężko stwierdzić, ale tym kawałkiem Another One potwierdzają, że odnajdują się w obydwu stylistykach. Na dokładkę można wspomnieć także o „Telephone” i „Noovka Tamboorka” - dwóch utworach utrzymanych właśnie w tym lżejszym formacie, dwóch singlach promujących ZIIIIIING! zresztą. Pierwszy z hip-hopowymi naleciałościami, wkomponowanymi w pulsujące synthy skrecze, stanowi chyba najbardziej mroczną i depresyjną część albumu. Drugi, „Noovka Tamboorka”, choć nieco żywszy od „Telephone”. to i tak powolniejszy od pozostałych nagrań (i tutaj naprawdę skrecze robią tak zwaną robotę, uderzając w słuchaczy tym, co w ostatnim czasie - nawet w hip-hopie - jest rzadkością). A oprócz tego? Oprócz tych dwóch kawałków mamy sztosy. Hitem jest „125”, w którym syntezatory (wybrzmiewające jak ostrzejsza wersja Forda i Lopatina) wspomagane są przez chwytliwą perkę; przebojem jest także „Dick” o wstępie wyrwanym niemal z jakiejś cartridge'owej gry na Pegasusa lub inną toporną konsolę. Po wesołym wejściu wbijają tribalowe bębny i zapętlające się, zahaczające o Bliski Wschód synthy, w tle duet dorzucił też masę pogłosów i, rzecz jasna, elektryczną gitarę, która tym razem powtarza jak mantrę jeden motyw. No i co tu jeszcze można dodać? Szaleństwo, radość z gry, po prostu Another One robiący ZIIIIIING! I oni robią to naprawdę dobrze.
7.5/10
Piotr Strzemieczny (fyh.com.pl)

 
Nawet gdyby Another One nie pisali w zapowiedzi swojej nowej płyty o uchwyceniu kwintesencji żywego grania w brzmieniu albumu, nie było by wątpliwości co do tego, że koncerty to podstawowy pokarm dla ich muzyki.
Na następczynię debiutu Another One, „Possessed”, którą Maciek Szymczuk nagrał jeszcze w pojedynkę (zanim dołączył do niego Kuba Łuka) czekaliśmy dekadę. Fakt, że mimo tak rozciągniętego gap year w nowych wydawnictwach, o Another One nikt nie zapomniał jest jednym z dowodów na to jak silnie ich muzyka odbiła się na psychice i mentalności odbiorców duetu. Koncerty miały w tym spory udział, Łuka i Szymczul zagrali ich całe zastępy w ostatnich latach, zostawiając za sobą zgliszcza i uśmiechnięte gęby.
Rok temu miałam przyjemność w swojej audycji gościć Kubę Łukę i premierowo zaprezentować singel „Telephone” z tej płyty, któremu towarzyszy komiksowy teledysk. Dziś już wiem, że komiksowy klimat – jednocześnie beztroski, radosny i przerażający, ale „niewystarczająco poważny, żeby się naprawdę przestraszyć” – jest jakimś spajającym cały materiał elementem. W gruncie rzeczy bowiem „ZIIIIIING!” jest dokładnie taki. Basy pełzają po muzyce tworząc nastrój niepokoju, by później kompletnie rozładować się w breakbeatowym żywym brzmieniu perkusji, wprowadzającym oldschoolowy klimat kojarzący mi się z materiałem promowanym przez XL Recordings na składance „Against The Grain” z 1999 roku. Another One mieszają proporcje hałasu: raz to rockowa ściana dźwięku, innym razem dzika eksperymentalna elektronika. Ale we wszystkim zachowuje się stałe, rozpędzone tempo i energia żywego grania. Składa się to na szereg dosyć abstrakcyjnych historii, z pozoru chaotycznych, a jednak układających się jakoś logicznie obok siebie jak kolejne okienka komiksu. Co ciekawe, choć instrumentacja kompozycji jest tak samo rozszalała jak jej konstrukcja, to utwory i tak zapadają w pamięć. Ba, ich melodyka nawet wygryza mózgi jak pełnoprawny earworm, choć to może też zależeć od stopnia zniszczenia zmysłu estetyki dziwną, brzydką muzyką (no offence :))
W każdym razie, czuję się przy odsłuchu „ZIIIIIING!” Another One zupełnie jak na ich koncertach, kompletnie bezbronna wobec chaosu jaki mnie otacza i jednocześnie bez możliwości ucieczki przez ten dziwnie przyciągający w ich muzyce magnes. Znów zostaną zgliszcza i uśmiechnięte gęby.
Kaśka Paluch (80bpm.net)

 
Projekt Another One powrócił z nowym materiałem zatytułowanym „ZIIIIIING!”. Czy płyta ma szansę przemówić do słuchaczy? Zapraszam do sprawdzenia recenzji.
Maciej Szymczuk i Kuba Luka wracają z nowym materiałem. Chociaż debiutancki krążek Another One ukazał się jako efekt solowej pracy Szymczuka (Luka dołączył do projektu dopiero później, aby uzupełnić koncertowy skład), krążek „ZIIIIIING!” traktowany jest jako kontynuacja i drugi tytuł w dyskografii. Chociaż panowie aktywnie występowali aż do 2011 roku, można powiedzieć, że wracają po długiej nieobecności. Te kilka lat sprawiło, że wśród ewentualnych odbiorców pojawiło się już nowe pokolenie słuchaczy, dla których Another One będzie czymś zupełnie nowym. Jednak bez względu na to, czy po „ZIIIIIING!” sięgną starsi czy młodsi, powinni mieć na uwadze jedną rzecz: łatwo nie będzie. Duet jeńców bowiem nie bierze.
„?#@*&%!” wita słuchaczy punkowo-rockowym gitarowym riffem i trzeszczącymi dźwiękami. Kawałek ma strasznie oldschoolowy, noise’owy klimat. Słuchając go mam nieopartą chęć wyciągnięcia deskorolki spod łóżka, ubrania czapeczki daszkiem do tyłu i wykonania kilku tricków na murkach i poręczach znajdujących się na osiedlu. Tylko za moment przychodzi otrzeźwienie i do człowieka dociera fakt, że na deskorolce jeździł jakieś dziesięć lat temu i dzisiaj już takiego gadżetu nie posiada. Zresztą ten skate’owy klimat dość szybko mija – dokładnie z chwilą zakończenia się wspomnianego utworu. Niemniej kawałek, jako pierwszy akcent płyty, sprawdza się znakomicie. Takich muzycznych petard na „ZIIIIIING!” nie ma wiele, a szkoda – te, które są, udowadniają, że duet Anther One potrafi w takim brzmieniu odnaleźć się wyjątkowo dobrze (na przykład oparty na wykręconych do granic możliwości syntezatorach „125” i „Dick”, w którym zawartych zostało sporo różnych dźwięków – od wesołkowatego wstępu, loopowanych bębnów, pogłosów i głównego wątku rodem z pamiętającej tamto stulecie konsoli gier wideo).
Z tych wolniejszych utworów, chociaż naładowanych w niemniejszym stopniu, ale uwalnianą w inny sposób energią, wymienić trzeba przede wszystkim dwa single: „Telephone” i „Noovka Tamboorka”. „Telephone” w swoich pierwszych momentach – samplując utwór gospel – skręca w stronę hip-hopowej stylistyki, by później kontynuować tę charakterystyczną rytmikę, ale odpływać w rejony bardziej syntetyczne. Z kolei „Noovka Tamboorka” to bodaj najbardziej abstrakcyjny numer na płycie. Wrażenie to szczególnie potęguje druga część utworu – dość krzykliwa jeśli chodzi o przesterowane dźwięki.
Co daje się zauważyć po drugim, trzecim kontakcie z płytą, to to, że nie można dozować jej w postaci pojedynczych utworów. Wyciągnięte z kontekstu kawałki nie sprawdzają się, a „ZIIIIIING!” nie jest zbiorem singli. To konceptualny materiał złożony z siedmiu tracków – brak któregokolwiek zubożyłby całość. Ma to także tak zwaną druga stronę medalu, która ostatecznie – na niekorzyść autorów – bierze górę. Problemem tej płyty, podobnie jak wspominanego niedawno na łamach blogu albumu „Sound_A” autorstwa tria Bubble Chamber, jest jej zbyt duże rozstrzelenie i chaotyczność. Owszem, elementem spajającym są niewątpliwie gitary i syntezatory, jednak ich wykorzystanie – raz ku uciesze fanów elektroniki, innym razem sięgające post-punkowych korzeni, by w końcu odnaleźć się w nurcie około hip-hopowym – wprowadza nieco zamętu i niepokoju, co odbija się też na odbiorze całości. „ZIIIIIING!” po pewnym czasie zaczyna męczyć, wykańczając serwowaną ogromną dawką niepokoju, abstrakcji i eksperymentu. Uważajcie zatem, aby nie przedawkować.
Mateusz Kołodziej (Axunarts)

 
ZIIIIIING!, czyli elektroniczno-gitarowa opowieść od duetu Another One, zaskakuje, ciekawi… jest kosmiczna! Jednak czy w tej dziwności i twórczym szaleństwie da się znaleźć coś dla siebie?
Duet Another One: Maciej Szymczuk, do którego dołączył później Kuba Luka, o którym mogliście już u nas przeczytać w związku z jego ostatnio wydaną płytą „Five songs from the Lisbon balcony„. I o ile tam było melancholijnie i lirycznie, to gdy usłyszałam jeden z utworów z „ZIIIIIING!”, stwierdziłam: „o matko!”. To zupełnie inne dźwięki, zupełnie inna muzyka, inne wszystko! Jednak, biorąc pod uwagę, że już wcześniej zdarzało mi się słuchać różnej, dziwnej muzyki, to stwierdziłam „czemu nie?” i przesłuchałam nową płytę Another One, parę razy.
Another OneAnother One to zespół z tradycją grania na żywo, a ta płyta jest pełna abstrakcji, nawiązującej do komiksów i sci-fi. Dla mnie zaś ta płyta jest kosmiczna. Całość zawiera siedem utworów, a singlami zostały „Noovka Tamboorka” i „Telephone”. Singiel „Noovka Tamboorka” niezbyt mnie urzekł, coś ciekawszego znalazłam w pozostałych utworach. W „Telephone” zaś genialnie jest teledysk, a i brzmi całkiem nieźle, choć trzeba się do niego przekonać. I choć w animacji to muzyka powinna być uzupełnieniem, tutaj to jednak współgra, a dodatkowo, sądzę, że oddaje ducha pierwotności duetu Another One.
W tej całej dziwności „ZIIIIIING!” ma w sobie coś interesującego. Ciekawie brzmi kawałek „Lord Matrix”, zresztą nie tylko on, i gdzieś w pewnym momencie można dać się wciągnąć w ten świat kosmosu, komiksu czy sci-fi wytworzony przez Another One. Muzyka bywa nie tylko do słuchania, da się też od czasu do czasu coś do niej wytworzyć i wydaje mi się, że właśnie utwory na tej płycie idealnie by się do tego nadały. A świetnym dodatkiem są wszelkie komiksowe grafiki, które nadają płycie pewnego charakteru i od razu dookreślają całość.
Klaudia Chwastek (e-magnifier.pl)

 
Powrót / Back