IT CAME FROM OUTER SPACE

Tak jak przewidywałem, jest kontynuacja współpracy Łukasza „Zeniala” Szałankiewicza i Maćka Szymczuka. Obaj panowie, znani z przeróżnych, najczęściej dość ambitnych inicjatyw i solowej działalności, wydają się odnajdować niewątpliwą przyjemność w tworzeniu trochę bardziej rozrywkowych rzeczy pod szyldem AABZU. Oczywiście rozrywkowych w pewnym tylko sensie, bowiem nie mamy tutaj do czynienia z popem, techno czy szeroko pojętą muzyką taneczną. Rzecz w tym, że bawią się tutaj pewną konwencją, trochę spokrewnioną z kiczem, tandetą czy archaicznością, ale na poziomie niedostępnym dla wielu. Jak sami twierdzą, swoją poprzednią płytą, “there’s no other god than rambo!”, chcieli zdobyć Ziemię i to im się udało, natomiast tą najnowszą, „It Came From Outer Space”, chcą podbić Wszechświat. Należy to brać z dużym przymrużeniem oka, chociaż może się okazać, że tak jak nikt nie spodziewał się takiego sukcesu BRACI FIGO FAGOT, tak może i AABZU któregoś dnia będzie musiało pomyśleć o znalezieniu wolnych dni na trasę koncertową po miastach i wsiach Polski ;). Z ich wyrazistym przekazem, tym razem wiążącym się ze starymi filmami spod znaku science-fiction oraz muzyką, w której znaleźć można echa mrocznej sceny techno, dubu, breakbeatu, dubstepu czy drum ‘n bass i różnych ‘kosmicznych’ dźwięków ze ścieżek dźwiękowych do filmów sprzed kilkudziesięciu lat czy nawet prototypowych gier komputerowych, wszystko jest możliwe. Pomimo całej otoczki wiążącej się z plastikową i przestarzałą już w obecnych czasach wizualizacją międzygwiezdnych lotów, ataków Obcych, lotów na Marsa, gdzie mieszkają dziwaczne monstra i dźwiękowym anturażem wzbogacanym o sample ze starych obrazów s-f AABZU nie robi sobie do końca jaj z tego wszystkiego, bo najwidoczniej panowie Zenial i Szymczuk lubują się w takiej konwencji i nic nie robią sobie z tego, że będzie się ich odbierać nie do końca poważnie. W dziesięciu, przechodzących dość płynnie jeden w drugi utworach zawarli wszystko to, co kojarzy się z fantastyką sprzed lat, z wyobrażeniami Kosmosu, statków kosmicznych, latających spodków, Obcych, laserów, wehikułów czasu, niezrozumiałych wydarzeń i technologicznych wynalazków, co zostało przedstawione świadomie i prowokacyjnie w dość staroświecki i lekko tandetny sposób. Dużo tu więc specyficznych, „kosmicznych” dźwięków, ‘nawiedzonych melodyjek’, poświstywań, dziwnych odgłosów i głosów oraz ambientowych ‘pływów’, a do tego kilka fragmentów zostało zapodanych w prawie że tanecznej oprawie. Króluje tu jednak szeroko pojęta elektronika kreująca klimat odległych, nie dających się objąć wyobraźni przestrzeni i dziwnych zjawisk w Kosmosie, a najlepszym na to przykładem jest bardzo przestrzenny „Deep Secret” na zakończenie właściwego materiału AABZU. Wcześniej dzieje się to wszystko, o czym pisałem, szmery radiowe poszukują właściwej częstotliwości i napotykają na pewne przeszkody, dźwięk bywa zdeformowany, a jakby kontynuacją wizji Zeniala i Maćka Szymczuka są dwa remixy dokonane przez zaprzyjaźnione z nimi twory, też z trochę innej planety. Najpierw „Reptilian Eyes” rozbiera na części i składa w dubowo - eksperymentalno - wyrafinowany sposób PHYRL, a potem „Bohemian Grove” przetwarza po swojemu, w duchu nowoczesnej transowości ECHOES OF YUL, a właściwie to Michał Śliwa z tego bandu. Ta płyta ma być kontrowersyjna i tak powinna być odbierana. A może się podobać za samą kreatywność dwóch panów elektroników z AABZU, to już całkowicie inna bajka…
8/10
Diovis (Mroczna Strefa)

 
The themes and aesthetics behind this album by Aabzu are strictly connected to science fiction movies of the 50s and 60s, of which the two members Maciej Szymczuk and Łukasz Szałankiewicz are undoubtedly great fans. The album title itself takes its name from the eponymous 1953 movie. The first track “Beginning of the Mission” opens with a sample from the 1968 Japanese movie “Destroy all Planets”, and many other references can be found between the tracks. The duo translates this visual source of inspiration in a fusion of electronic dub and ambient with many glitch inserts, that make the rhythmic section interesting and variegated. The album has a fluent pace, all the songs are tied together by the use of samples, noises and drones. This continuous flux of music gives the idea of a path, or the different moments of an adventure, as the title of the first song suggests.
There are in fact quite diverse moods inside the album; relaxed moments such as “Bohemian Grove” or “Perfect Zombie”, galactic dub tracks with great bass loops such as “Reptilian Eyes” or “Shambhala Vril” and even some almost drum’n’bass tempos as is the case in “Stellar Converter”. “It Came From the Sky” is in my opinion one of the best episodes inside the record. It has a fast evolution, starting with ultra deep basses and distant drop synths, it adds complex structures of glitch percussion and then, after a moment of sidereal silence, it explodes in a wall of heavy saw synths and momentary d’n’b breaks.
Aabzu can also be “pop” in a certain sense: if you remove the drum machines and add some funky drumming, “Pleiadian Agenda” would sound not so different from a Daft Punk song! Somewhere else, the music actually acquires the aspect of an ambient soundtrack, as in the shadowy “Deep Secret”, the final track before the radically transforming remix of “Reptilian Eyes” by Phylr and the version of “Bohemian Grove” made by doom/post metal band Echoes of Yul.
Despite all these suggestions, “It Came From Outer Space” sounds compact like a concept album, and maybe the fil rouge is the tribal atmosphere given by the percussions all along its length. This seems to delineate, song after song, some sort of heritage and ancestral culture of a people, yet the futuristic sounds make you think that this tribe actually comes “from outer space”.
Damiano Lanzi (Santa Sangre)

 
Nie ma chyba lepszego sposobu żeby wkręcić kogoś w teorie spiskowe i w historie o kosmitach, niż puszczenie na wstępie do niego oka, a następnie potraktowanie tematu z powagą i starannością godną sprawy życia lub śmierci. Album otwiera znakomity, bardzo dynamiczny „Beginning Of The Mission”, który w ciągu kilku sekund i w zawrotnym tempie zabiera słuchacza na wycieczkę objazdową po miejscach tajemniczych i niebezpiecznych. Połączona z wyczuciem i dobrym smakiem, muzyka rodem ze starych filmów grozy i Sci-Fi, z przytłumionym basem i zimnym, mechanicznym bitem, urozmaicona co jakiś czas ambientową impresją (znakomity „Deep Secret”!). A co najważniejsze - stworzona przez erudytów i muzyków, którzy wiedzą co, gdzie i kiedy wcisnąć.
5/6
Maciej Michta (Lizard Magazyn)

 
AABZU ist ein polnisches Projekt, das auf seinem Album „It Came From Outer Space“ urbane, beatlastige, technoide Minimalelektronik zelebriert. Vom Sound her wird man dabei also eher an eine Untermalung von hippen Ausstellungen in nettem Ambiente erinnert als an dreckige, laute Clubs oder an Musik, die den Anspruch mit sich herumträgt, die Gesellschaft zu verändern. Die meisten Stücke kommen somit mit einem straighten Midtempo-Beat aus, um den herum weiche Subbässe gelegt werden. Darüber hinaus werden noch einige Sprachsamples, sonstige Sounds und hier und da zurückhaltende Melodielinien eingefügt – so weit, so wenig. Abwechslung erfährt der Hörer mit dem Dub getränkten „Reptilian Eyes (In Dub)“ oder dem meditativen „Perfect Zombie“. Wer es dann doch etwas wuchtiger und packender mag, dem bleibt nur „Reptilian Eyes“ im PHYLR Remix. Hier wird ein griffiges, unaufhaltsam rollendes, industrielles Ambientstück geboten, das durchaus Spaß macht. Betrachtet man das Album als Ganzes, so ist es keine Überraschung, dass es solche Musik in ungekannter Zahl und aus Gründen, die man kaum nachvollziehen kann, gibt. Einen Wiedererkennungseffekt oder einen Gedanken zurück wird es bei dieser Platte jedenfalls wohl kaum geben.
Tony F. (nonpop.de)

 
Aabzu to projekt Macieja Szymczuka i Łukasza Szałankiewicza, a It Came From Outer Space to ich drugi studyjny album. Co tym razem duet ma do zaproponowania po hołdzie dla Rambo sprzed czterech lat? Otóż dostajemy prawie godzinną dawkę kosmicznej muzyki, pełną odniesień do uroczych, starych filmów sci-fi. I choć według zapewnień wydawcy, tytuł płyty nie jest bezpośrednim nawiązaniem do amerykańskiego filmu z 1953 roku, to klimat, jaki tworzy Aabzu, doskonale pasuje do tamtej atmosfery. Bogata układanka dźwięków przypomina spadające okruchy skalne, strącone z orbity. Mamy tu śladowe ilości drum’n’bass („Stellar Converter”), rozedrganą i ascetyczną elektronikę („Beginning Of The Mission”, „Pleiadian Agenda”), orientalizujące wstawki („Bohemian Grove”), delikatny, kosmiczny ambient („Deep Secret”), wymuskane, dubowe motywy („Reptilian Eyes (In Dub)”), czy wreszcie, wyraźnie zaznaczone, rytmiczne sekwencje w tytułowy utworze. Osobny temat to dodatkowe remiksy, odpowiednio „Reptilian Eyes” w wersji Jima Colemana z Phylr oraz „Bohemian Grove” Michała Śliwy z Echoes Of Yul. Pierwszy, stonowany i pełen staromodnej elektroniki, drugi zaś, urzekający ciężarem yulowej gitary, z wgniatającym dostojnym spokojem, nakładanymi i przenikającymi się warstwami. Dla sympatyków starych dokonań FSOL czy Warpowych płyt z połowy lat 90., najnowsza propozycja Aabzu to płyta obowiązkowa.
Marc!n Ratyński (popupmusic.pl)

 
Aabzu is the project of Maciek Szymczuk and Åukasz SzaÅankiewicz and it's more related on pop culture than their projects. They stated that "the title is not a direct reference to the science-fiction classic movie from 1953" but it shares that sort of naif attitude towards a form that is perfect for the times when someone is searching for a sound acting as a furniture for his relax time.
The drone of "Beginning Of The Mission" opens this release with a politic's speech to evolve in a dancey tune. "Shambhala Vril" is a nocturne track while "Reptilian Eyes (In Dub)" is based upon a dub-influenced beat. "The Greys" features a bass synth that is the focus of an evocative track. "It Came from the Sky" return to more dance territories while "Perfect Zombie" is based on a carefully constructed drone. "Pleiadian Agenda" is almost a pop tune while "Stellar Converter" deals with a drum'n bass background. "Bohemian Grove", the longest track of this release, is truly evocative with his blend of a noisy soundscape and a sharp beat. "Deep Secret" closes this release with the most subtle and well constructed sounds of this release abandoning the beat for the cause of the atmosphere.
More oriented towards pop atmospheres than experimental ones this release is something that fits good in a party or driving in a car and is a product well constructed, perhaps mastered with a too high volume but it's one of the sign of the times. It won't be on the end of the year playlist but it will stay in the car stereo for a while.
Andrea Piran (Chain D.L.K.)

 
Panowie Maciek Szumczuk i Łukasz Szałankiewicz ponownie połączyli swoje siły pod szyldem Aabzu. Na poprzedniej płycie (także wydanej w Zoharum) muzycy przypomnieli nam jak ważną postacią jest bohater filmowy Rambo. Teraz na nowym krążku przenosimy się na dużo bardziej rozległe i tajemnicze międzyplanetarne przestrzenie. „It came from outer space” nie nawiązuje tytułem bezpośrednio do filmu science-fiction z 1953 roku, ale dobrze wprowadza i nasuwa klimat z jakim będziemy mieć do czynienia.
Kosmiczne dźwięki pewnie wielu z Was kojarzy z gatunkiem space ambient, tutaj muzyka z kosmosu obrała dużo bardziej dynamiczne oblicze. Głównym elementem spajającym całość jest rytmiczna elektronika o wyraźnym dubowym fundamencie. Do niej dołączoną ambientowe pejzaże, połamane bity, stare techno i wielu innych pewnie innych elementów które z każdym przesłuchaniem się odkrywa. Nie przepadam na rozkładaniu muzyki na czynniki pierwsze, najważniejszy dla mnie jest klimat. Tutaj odskullowego kosmicznego klimatu nie brakuje. Całość została zmyślnie zaaranżowana, każdy z utworów oferuję nowe wrażenie także jest czego słuchać i nie ma czasu na nudę. Płytę można słuchać podczas wielu prac domowych energicznie się przy tym poruszając. Słuchać jest duże doświadczenie i talent muzyków. „It came from outer space” to dla mnie najlepszy dotychczas album Aabzu jaki miałem przyjemność usłyszeć. Mi tylko wypada poczekać z niecierpliwością czym panowie Szymczuk i Szałankiewicz ponownie mnie zaskoczą. Bo potencjał mają oni ogromny.
Tomasz 'mroczek' Pisarski (darknation.eu)

 
Das polnische Duo hinter Aabzu beehrt uns bereits seit 2002 mit einer Mischung aus Dub, Electro, Micro Tekkno und Ambient. Es gab diverse Veröffentlichungen; die jüngste davon erschien beim Zoharum Label.
“It came from Outer Space” – wie viele andere dub-orientierte Veröffentlichungen auch – ist m.E. ein Album nicht für den Hausgebrauch. Es ist leicht (nicht seicht), unterhaltsam und durchweg von einem derart sonnigen Gemüt geprägt, daß es eigentlich in jede Strandbar gehört. Das Album ist Musik für nebenher, man muß sich nicht auf die Titel konzentrieren oder einlassen, sondern kann sich anderen Aktivitäten hingeben – all das darf keineswegs negativ verstanden werden! Das Album hat seine Berechtigung – ohne Zweifel. Es darf auch davon ausgegangen werden, daß das Werk von Fachleuten des Genres höher bewertet wird. Hier jedoch können wir es nur als das ansehen, als was es uns erscheint: Teil eines nicht zu lauten Soundtracks für einen netten Abend unter Freunden – vielleicht mit einem Getränk in der Hand…
ATHO (quartier23.eu)

 
Laptop shenanigans. A hyperglycemic sci-fi adventure with a bracing mixture of beats and a soupçon of dub. Aabzu takes us back to a Saturday afternoon version of a time of optimism and fear about space and what might lurk out there.
One half of the Polish duo is well-liked and otherwise soothing ambienteer Zenial (Łukasz Szałankiewicz). Along with fellow traveler Maciej Szymczuk, its previous releases, including Rambo and There’s No Other God Than Rambo! indicate both an unhealthy proclivity for b-movies and a refreshing kooky side. Manning their dual-control flux capacitor, Aabzu showcases thoroughly state-of-the-art beatmaking while playing with retro cues, like the loungey vibes on “Shambhala Vril” and the slinky funk of “Pleiadian Agenda,” from the appropriate time-warped genres. The deep bass drenching “Reptilian Eyes (In Dub)” turns their gaze warm-blooded. The Lawrence of Arabianess of “The Grey” conjures vast, romantic, oasisless dunes.
Alien beep-speak and cinematic flourishes punctuate punctilious funk, dials twirl desperately scanning the shortwave band for contact, over-the-top gamma rays seek and destroy and imagined vintage video game pyrotechnics ignite. “I posses a stellar converter, the most powerful weapon in the universe,” the intergalactic tyrant Sador warns in a sampled snatch from Roger Corman‘s Battle Beyond the Stars. “You cannot resist me.” No indeed. It Came from Outer Space is robotic but juicy, with layers of synth and miles of smiles.
Rounds off with remixes by Phylr and Echoes of Yul. The former’s “Bohemian Grove” could be seamlessly slid into a podcast of Eno & Byrne’s My Life in the Bush of Ghosts, the latter turns desert serenity into a skull-peeling death march under circling vultures.
Stephen Fruitman (Igloo Magazine)

 
Бытует мнение, что все т.н. «теории заговоров» есть следствие развития американской массовой (в самом дешевом и потребительском ее смысле) культуры: сначала послевоенное поколение отсиживалось от пережитых недавно глобальных проблем и кризисов в темных залах кинотеатров, где им скармливали трэш про космические экспансии и инопланетных монстров, высасывающих мозги у человека разумного, а, когда эти образы плотно засели у них в еще не высосанных мозгах, то стали трансформироваться в теории о похищениях людей, мировом правительстве рептилоидов с планеты близ звезды Орион, о которых знали еще древние египтяне, бывшие сами результатом генетических экспериментов…и так далее, чем дальше, тем интереснее. Конспирологи, напротив, как раз и объясняют всплеск этих тем в масскульте тем, что всех нас «готовят». Так или иначе, эти образы и темы давно уже стали существенной частью того ментально-культурного пространства, в котором мы живем. Они и легли в основу нового альбома поляков Лукаша Шаланкевича (также «Zenial») и Масека Шимчука, носящего милое сердцу любого трэш-киномана название «It Came From Outer Space» (названия треков доставляют блаженству уже любому записному искателю истины где-то рядом). Поляки играют органичную смесь различных стилей электронной музыки, щедро приправленных различными ретро-футуристическими сэмплами, вроде зверски серьезных диалогов капитанов космических кораблей, а также выхваченными из эфиров ретро-радиостанций отрывками песен и радиопостановок. Музыка большую часть времени базируется на даб-техно (ритм и выпуклый, гудяший бас) с трансовой мелодикой, но легко уходит в эмбиент-техно в духе «The Orb», подхватывая по пути тревожную IDM-сумасшедшинку с ломаными брейками, как это бывало порой в лучшие времена у «The Future Sound of London», параллельно осваивая просторы «космического эмбиента», не гнушаясь нагнать во все это немного мистической загадочности в виде восточных мотивов, пробирающихся сквозь потрескивающие глитч-облачка и сигналы планет, галактик и звезд. Добавьте сюда плотный, гипнотизирующий звук и четкое попадание в тему – и получите весьма крутой альбом, который не стыдно погонять по кругу. Определенно, это самое то, что нужно вашим мозгам, если вы еще ждете «серых», плеядинцев, овладевших силой Вриль или просто любите небанальную и сильную электронику со смыслом.
darkroomrituals (dakroomrituals blog)

 
A circa due anni da "There's No Other God Than Rambo!", rivisitazione live del debut album "Rambo" (del 2010) da noi trattata su queste pagine, il duo di sperimentatori polacchi formato da Maciek Szymczuk (Another One, Terminus) e Lukasz Szalankiewicz (Zenial, Palsecam, Zendee) torna con l'atteso secondo album, nuovamente licenziato dalla Zoharum nel bel formato ecopack a tre pannelli in edizione limitata a 300 esemplari. Con una concettualità fortemente legata ai film sci-fi raffazzonati, kitsch e poveri di mezzi di metà del secolo scorso (di quelli che oggi farebbero più che altro sorridere per via di improbabili alieni ed 'effetti speciali' al limite del comico), gli Aabzu spingono con forza verso un'elettronica sinuosa e legata al groove, votata ad un'impronta dub e mai pretestuosamente retrò nel suo risultare 'cosmica'. Un sound ben prodotto, rifinito e nitido che, a fianco degli onnipresenti ritmi e di qualche sporadico sample vocale (preso quasi sicuramente da qualche film), svela melodie e suoni carichi di un fascino che nei fatti mancava alle bislacche colonne sonore delle pellicole cui facevamo riferimento poc'anzi. Ridotti al minimo gli arzigogoli, che fossero IDM, glitch o breakbeat, i vari brani assumono una forma più lineare che non guasta, fra ritmi ora più nervosi ("Shambhala Vril", la concitata e industrialoide "Stellar Converter"), ora più lenti ed avvolgenti (la cadenzata "Reptilian Eyes" e la misteriosa "The Greys"), toccando realmente lidi ambientali solo con la più cosmica "Deep Secret". Fra i picchi dell'opera vi sono senza dubbio sia "It Came From The Sky", capace di farsi via via più intensa e satura, e la cosmica "Bohemian Grove", nella quale spunta dal groove crescente una gustosa melodia dal sapore tanto antico quanto mistico ed orientale. Due remix chiudono il dischetto: quello di Phylr, che apporta variazioni ritmiche e melodiche a "Reptilian Eyes" , e quello di Echoes Of Yul, che trasforma "Bohemian Grove" in un pezzo ruvido e pachidermico in chiave doom. Un buon ritorno per un progetto che, grazie all'esperienza dei suoi protagonisti, sa come rendere interessanti soluzioni non certo popolari o 'facili'.
7/10
Roberto Alessandro Filippozzi (dakroom-magazine.it)

 
Donnerwetter! Mit “It Came From Outer Space” melden sich die beiden Musiker Maciek Szymczuk und Lukasz Szalankiewicz eindrucksvoll an der Musikfront zurück, und zwar mit einem solch starken Tonträger wie ich ihn nicht erwartet habe. Die Entwicklung trägt ihre Früchte, wobei man sich aber auch recht lange Zeit gelassen hat. Zeit, die in vorliegendem Fall aber richtig stark genutzt wurde und auch entsprechend honoriert werden sollte. Die musikalischen Roots treten dabei stärker denn je zum Vorschein, was in einer beeindruckenden Fusion aus Dub, Downtempo und experimentellen Gegebenheiten mündet. Ohne Frage handelt es sich hier ebenso um die bislang beste Veröffentlichung von Aabzu, zeichnen doch prägende Melodien und Rhythmen diese Veröffentlichung aus. Der Gesamtcharakter mutet aber auch ebenso gelegentlich spacig an, was sich jedoch schon mit der Titelsgebung abzeichnet. Auch wenn das Material teils verspielt anmutet, es macht einfach verdammt viel Laune, “It Came From Outer Space” bis in alle Ecken zu erkunden. Dabei findet man ebenfalls sehr eingängige Vertonungen, wie etwa solch Paradebeispiele wie “It Came From The Sky” und “Perfect Zombie”- der Kontrast zwischen diesen Stücken ist einfach bemerkenswert, weshalb diese Angelegenheit in der Tat absolut lohnenswert ist.
Anfangs war ich ja doch schon skeptisch, was das neue Werk angeht. Doch hier kredenzt man von Beginn an etwas Angenehmes und lässt Aabzu damit im Katalog der Manufaktur Zoharum ganz weit nach oben aufsteigen. Selbst wenn das Geschehen etwas hektisch scheint, “Stellar Converter” lässt grüßen, so wirft dies aufgrund des einnehmenden Melodieflußes nichts Negatives auf. Abgerundet wird das Geschehen durch zwei Bonusstücke, wobei sich für die Remixe Echoes Of Yul und Phylr verantwortlich zeigen, die allerdings auch nur auf der CD Version vorhanden sind. Alles in allem eine überraschend starke Leistung, weshalb meinerseits entsprechend eine absolute Kaufempfehlung ausgeht.
9 von 10 punkte
blizzard (necroweb.de)

 
Het Zoharum-label gaat ver in zijn diversiteit. De hoes van deze release is bijzonder mooi en wekt interesse. Dit wordt een bijzondere trip!
Wat voor ons ligt, is pure dub: spacy dub, donkere dub, ambient-dub, breakbeaterige dub en industriële dub, zoals Meat Beat Manifesto die ooit zo goed produceerde, maar telkens onmiskenbaar dub. Perfect materiaal om onderworpen te worden aan de Dark Entriesluistertest. Het genre is zo oud als de straat en leverde al talloze klassiekers op maar laten we maar meteen met de deur in huis vallen: deze cd mag gerust bijgeplaatst worden in de Hall of Fame. De eerste track, alsook de website die als eerste wordt bedankt in het boekje (badmovies.org) geeft ons meteen een hint welke visuele beelden Aabzu voor ogen had terwijl ze deze muziek maakten. En wees gerust, ze slagen erin deze beelden ook op úw netvlies te branden. Wie ooit naar het Belgische kultprogramma Nacht van de wansmaak heeft gekeken, weet vermoedelijk waarover ik het heb. Watch out for the green slime!
Oude scienceficionsoundtracks zijn zo mogelijk nog spannender dan de films en het is dan ook uit deze rijke traditie dat Aabzu put om zijn dubby ritmes te vullen. De sinusgolf – lees het lasergeweer- is nooit ver weg. Ook jaren '60-gitaartjes maken hun intrede. En de cd bevat bij momenten meer echo dan een gemiddelde ravijn kan slikken.
Klinkt dit alles dan niet gruwelijk achterhaald? Nee! De cd bevat genoeg moderne productietechnieken en ritmes en mag zich beroemen op een zekere tijdloosheid. Bovendien slaagde Aabzu erin om een heel eigen geluid te creëren. Ook ontsnappen ze uit de loungy sfeer, iets wat niet evident is voor een genre dat men vooral associeert met overdadig druggebruik. Wanneer je even lijkt weg te dromen halen keiharde industrialgeluiden je weer uit je slaap. Op deze manier sluiten ze verrassend goed aan bij de hele muziekscene die Zoharum vertegenwoordigt. Het gebruik van breaks en ongewone ritmes zoals vijfvierkwartsmaten zorgen voor een sensatie in je oren en tintelingen in je hoofd. Alsof dit nog niet genoeg invloeden zijn, wordt er ook nog eens lustig geplukt uit de ambienttraditie en laten diepe texturen en bassen je meer zweven dan voor menselijke creaturen gebruikelijk is. Enkele nummers mogen ook bogen op een catchy melodie. Deze cd is al heel samenhangend maar het gebruik van cheesy samples en het obligate gedraai aan een radiotuner versterken dit gevoel zelfs nog meer.
Als bonus krijgt u nog twee remixen van respectievelijk Phylr en Echoes of Yul, deze bieden een heel interessante invalshoek maar persoonlijk zou ik ze eens apart van de cd beluisteren. Het feit dat er remixen zijn, doet de minitieus geplande opbouw een beetje teniet.
Deze release is perfect zoals ze is. B-films zijn vaak zo slecht dat men hen weer goed gaat vinden, maar voor deze cd geldt dat allerminst. We praten over een topwerk dat het concept ver overstijgt.
Aabzu = De AAA-Soundtrack voor de betere B-film. Luisteren!
9/10
Peter De Koning (darkentries.be)

 
Was ist es nur, das von diesem »space« kommt? Künstliche Intelligenz, freundliche Zombies, interstellare Bass-Manifestationen? Genau das. Auch auf ihrer vierten Platte haben sich die polnischen Musiker Maciek Szymczuk und Łukasz »Zenial« Szałankiewicz wieder aufgemacht, die endlosen Weiten avancierter Dub- Electronica in einem quasi cinematischen Gestus zu erforschen. Und es wären nicht Aabzu, hätten wir es bei diesen Trips nicht auch mit einer gehörigen Schlagseite an popkultureller Erdung zu tun. Als theoretischer Unterbau fungiert die berühmt-berüchtigte Selbstdiagnose von HAL9000 aus »2001«: »I am completely operational and all my circuits are functioning perfectly«. Von wegen! Somit ziert schon das Cover eine Stolperfalle. Immerhin bleibt über weite Strecken »It Came« im technologischen Diskurs: Atmosphären trashiger 1950s-Sci-Fi- Filme werden aufgezogen, man wähnt sich im Labor eines mad scientist, der an der perfekten Hüftwackel-Formel tüftelt. Bereits im nächsten Moment atmen wir elektronifizierte, gut abgehangene Reggae-Rhythmen, die, Dubbingmäßig eben, ihre Koordinaten von Zeit und Raum schon längst über Bord geworfen haben. Oder so: für »It Came« heißen die Referenzen Dub-Devastierungen mit Mitteln improvisierter Elektronik. Und weil Dub-Logiken, werden ein Remix und eine Version zweier regulärer Plattentracks gleich mitgeliefert. Wobei Letztere mit gebührlichem Pathos in Gefilde des schockgefrorenen Todesmetalls eindringt; Jesus auf Dope, möchte man meinen. Aabzu sind wahre Meister darin, popkulturelle Klischees nicht nur rauszukotzen sondern sie mit ironischer Brechung in Schwebe zu halten. Ein Dechiffrierungsspass also inklusive. Alles etwas aus der Spur hier. Meine Platte der Saison.
Heinrich Deisl (Skug #99)

 
Mimo, że okładka i tytuły sugerują lekko ironiczny dystans do tematyki sci-fi – momentami ta muzyka może naprawdę przerazić.
Ani Maciek Szymczuk, ani Łukasz Szałankiewicz nie należą do twórców nowoczesnego techno. Pierwszego znamy bowiem z jego ambientowych preperacji, a drugi jest przecież weteranem rodzimej sceny noise. Kiedy jednak zwierają szyki, powstaje muzyka mocno rytmiczna, a zarazem głęboko przestrzenna, bliska właśnie najlepszym tradycjom techno. Tak jest i na czwartym krążku projektu Aabzu – „It Came From Outer Space”.
Już sam tytuł, zapożyczony od słynnego klasyka kina sci-fi z 1953 roku, wyznacza nastrój całości. I rzeczywiście – sporo tu niepokojących i kosmicznych dźwięków, ale wpisanych w zupełnie zaskakujące ramy. Tym razem bowiem Szymczuk i Szłankiewicz postawili na mocno dubowe podkłady rytmiczne. Pozornie wydawałoby się, że to sprzeczność – tymczasem okazuje się, że zestawienie jamajskich breaków ze zwalistymi basami i oldskulowy elektroniką robi kapitalne wrażenie. Tak dzieje się choćby w umieszczonych na wstępie płyty „Beginning Of The Mission” i „Reptilian Eyes (In Dub”)”, a także w pojawiającym się niemal na finał „Bohemian Grove”.
W centrum płyty znajdują się bardziej eksperymentalne kompozycje. „The Greys” wypada niczym soundtrack do jakiegoś klasycznego horroru – wpisujący egzotyczną melodię o arabskiej barwie w upiorne zawodzenia syntezatorowe rodem z wczesnych płyt Klausa Schulze. Jeszcze lepsze wrażenie robi tytułowa kompozycje. Chociaż w „It Came From Outer Space” powraca dubowa rytmika, główną rolę odgrywa tu tajemniczy motyw melodyczny przywołujący wspomnienie dawnych soundtracków Johna Carpentera. Równie bogatą aranżację ma „Pleiadian Agenda” – kojarząc ślizgające się breaki z rozwibrowanym arpeggio i rave’owym pochodem buczącego basu.
Nie obyło się tu oczywiście bez ambientowych wycieczek. „Perfect Zombie” i „Deep Secret” wbrew swym tytułom nie epatują atmosferą zagrożenia w stylu Lustmorda. Przeciwnie – to wyjątkowo kojące kompozycje, przypominające swą przestrzenną konstrukcją i ciepłym brzmieniem najlepsze lata dla tego gatunku. Do pionierskiego okresu nowej elektroniki odwołują się również utwory „Shambhala Vrii” oraz „Stellar Converter”. Nie wiedzieć czemu Szymczuk i Szałankiewicz sięgnęli tutaj po drum’n’bass – i niestety niezbyt sobie poradzili z tymi szybkimi rytmami. To ewidentnie najsłabsze nagrania z zestawu, dające obu twórcom nauczkę, że zdecydowanie powinni odpuścić sobie takie wycieczki w przyszłości.
Generalnie rzecz biorąc album robi bardzo dobre wrażenie, uwodząc pomysłowym zestawieniem wpływów berlińskiego dubu, tradycyjnej kosmische musik, eterycznego ambientu i oldskulowych soundtracków. Mimo, że okładka i tytuły sugerują lekko ironiczny dystans do tematyki sci-fi, w muzyce już nie czuć takiego podejścia. I dobrze – bo momentami potrafi ona naprawdę przerazić. Pomijając drum’n’bassowe eskapady, „It Came From Outer Space” to bez wątpienia najciekawszy album w dorobku Aabzu.
Paweł Gzyl (Nowamuzyka.pl)

 
Maciej and Zenial are back with their new album and what I can say is being more and more happy about it.
It starts grandiously with a retro sci fi sample to introduce the pompous dark mood which then soon traverses itself into something of bitter- sweet nature - a bricolage of post-techno riddims with grimey substance of dark background passages. This time there's plenty of dubadelic plunges, dark pulses that feel like ring modulated outbursts of some vintage laboratory.
There's special hypnagogical quality to Aabzu's music but it strangely evolves into some interesting form of retrofuturism rather than just 8-bit psychodelia of obsolete technology that it might derive the usual inspirations.
Maciej and Zenial, as they are coming from two different musical backgrounds - cross-reference the parser of ambient andpost-techno making it on their own rules, enhanced by freelance way of dealing with clichees, never leave a trace of plagiarism which cannot be really present when the genre collides with genuine re-invention and idiosyncratic, well-analysed subject.
Great asset of both of them is that they're truly finding new idiom to what 2 generations of musicians have already achieved in the genre - they break it, crank it, rebuild it - you name it - but the energy that is present here will definitely push me to re-re-re-re-re-re-re-listen to it again and again.
Hubert Heathertoes (Felthat - Reviews)

 
Behind Aabzu we find Maciek Szymczuk and Lukasz Szalankiewicz (the latter known as Zenial) and for their second album (see Vital Weekly 841) they point their direction towards the sky and named their album after the 1953 film classic (I am quoting here, I haven't seen that movie) and contains again some techno heavy laptop music. Lots of rhythms are to be found here, spacious synths and bits of voices thrown in. Unlike their previous release, which was a live recording, these are studio constructions and like the previous release this comes in summer time. Doors open, sunshine everywhere and these sunny boys (well, their music is sunny; it was not entirely necessary to put their picture on the cover, I'd say). I am way too much out of tune with what goes these days in the world of techno music, and anything should be qualified. Just like with metal music, you get burned too easily for using the wrong terminology. Partly dubby, partly techno, lots of synthesizers, which make it perhaps less dance floor music and more car driving material (or flying a space ship of course), but what the hell do I know about dance music? I had a great time with this fine piece of entertainment.
Frans de Waard (Vital Weekly)

 
Eclecticismo musical de vanguardia resplandece con vigor e intensidad en el extraordinario álbum “It came from outer space” del dúo AABZU, formado por Maciek Szymczuk y Lukasz ‘Zenial’ Szalankiewicz, y con título inspirado en el largometraje de ciencia-ficción homónimo del ańo 1953 convertido ya en mítica película de culto. Publicado el pasado mes de abril a través del prestigioso sello discográfico polaco ZOHARUM en una preciosa edición limitada de 300 unidades en ecopak de seis paneles, “It came from outer space” presenta un enigmático diseńo de portada creado por Tomasz Gut, con fotografía de Jacek Narkielun, donde se entremezclan la plasticidad con el entorno natural y donde el protagonismo principal de la imagen queda centrado en una figura humana de estética barroca con actitud firme y decidida como si nada ni nadie pudiera dańarla o alterar su rumbo. Naturaleza y sombras situadas muy por debajo de la consciencia superior. Pero, sobre todo, el álbum “It came from outer space” es un viaje apasionante por la vanguardia en esta segunda década del siglo XXI en un admirable trabajo musical vertebrado por doce temas donde se ha fundido el innovador espíritu sonoro que caracteriza a la escena IDM, ambient, dub y downtempo, y que estoy seguro que fascinará a los melómanos lectores de Lux Atenea Webzine que adquieran y disfruten esta edición original. Una audición rica en matices que podrán disfrutar en cuanto el tema “Beginning Of The Mission” les sumerja en esta vibrante dimensión espacial futurista basada en un tempo cíclico muy marcado en torno al cual van girando enérgicamente una serie de pasajes melódicos de gran belleza sonora electrónica que le dejan a uno profundamente impresionado. ĄĄĄ“Beginning Of The Mission”, potente inicio de álbum!!! A continuación, la experimentación musical quedará perfilada por cromatismos sonoros todavía más intensos en “Shambhala Vril” mientras los perfilamientos electrónicos van apareciendo y desapareciendo alrededor de nuestro arco dimensional, hasta que el resplandeciente tema “Reptilian Eyes (In Dub)” se presente con una vitalidad sonora intensa e hipnótica que embrujará a nuestro Ego.
Con “The Greys”, retornaremos a espacios high-tech donde las texturas electrónicas adquieren un extrańo halo mitad siniestro, mitad sublime, alejándose y acercándose con inquietante determinación en una audición que dejará muy impactados a nuestros melómanos lectores si lo escuchan en mitad de la noche. ĄĄĄ“The Greys”, el arte musical de AABSU escrito con mayúsculas!!! Pero en “It Came From The Sky”, todo se poblará de estructuras experimentales complejas perfectamente armonizadas hasta crear una belleza musical que nos conmueve y apasiona, apareciendo el tema “Perfect Zombie” con ese influjo de serenidad y equilibrio en el que uno le gustaría muchas veces perderse mentalmente como si pudieras flotar al borde la frontera de la Nada, rompiendo la composición “Pleiadian Agenda” ese estado radicalmente con su radiante luminosidad melódica que tendrá su continuidad en el tema “Stellar Converter” de espíritu mucho más rebelde y cyberpunk. En cambio, “Bohemian Grove” tiene ese encanto que ofrece la perspectiva barroca de la vida en su carpe diem existencial gracias a definiciones melódicas precisas, seductoras y embriagadoras que desembocarán en las brumas opacas de lo velado de “Deep Secret”, otra nueva muestra de la maestría en la composición mostrada por AABZU en este álbum. A continuación, dos remixes serán los protagonistas en la clausura de esta edición en CD: el tema “Reptilian Eyes (Phylr Remix)” mirado a través del prisma creativo de Jim Coleman (Phylr) que le da una mayor grandiosidad musical, y Michał Śliwa (Echoes of Yul) poniendo su toque personal al tema “Bohemian Grove (Echoes Of Yul Version)” hasta cambiar su tonalidad sonora con texturas más cosmopolitas, más revolucionadas, más líquidas en su concepción posmoderna. “It came from outer space”, fascinante anaquel artístico con temas musicales de vanguardia. ĄĄĄDisfrútenlo!!!
Lux_Atman (Lux Atenea Webzine)

 
Powrót / Back