MUSIC FOR CASSANDRA

Duch mitycznej Kassandry przenika najnowszy album Maćka Szymczuka. Wszak tematyka śmierci, jaka się tu pojawia, wymaga odpowiednio mrocznej i dołującej muzyki. Ale po odpaleniu płyty czeka nas niemałe zaskoczenie. Jeżeli gdzieś w wyobraźni pojawiają się obrazy średniowiecznych murów kościołów, to ukazane zostały one za dnia, prześwietlone promieniami słońca wdzierającymi się przez przeszklone witraże. Maciek Szymczuk w dosyć nieszablonowy sposób podszedł do tematyki, zamiast ciągnąć ją w ciemny dół wydobył ją na powierzchnię. Owe elektroniczne refleksy nokautują przestrzennym, natchnionym wręcz brzmieniem. Podskórnie w tej cudnej mozaice "nierzeczywistości" można wychwycić dźwiękowe niuanse, w postaci instrumentów smyczkowych, perkusjonaliów i dęciaków. A wszystko to po to, by ta muzyka była jeszcze bardziej eteryczna i nieziemska. Mackowi, mimo "średniowiecznej tematyki", daleko do brzmień a la Dead Can Dance. Nie ma głosów, jest tylko muzyka, która przemawia zdecydowanie językiem współczesności. I tylko jej niespieszny, delikatny dryf potrafi choć na chwilę zamknąć ją w klasztornych murach. Jak na razie najlepsza tegoroczna płyta z obozu Zoharum. Ambient najwyższej próby.
Robert Moczydłowski (Hard Art)

 
Wysoko została podniesiona poprzeczka przez Maćka Szymczuka na prześwietnej płycie „Clouds”, która miała swoją specyficzną aurę i bardzo interesujący koncept, a i muzycznie wykraczała poza pewne standardy w bardzo szeroko pojętej muzyce klimatycznej. Nie było to tylko i wyłącznie zasługą gości na tym materiale, choć to, co udało im się stworzyć razem z autorem firmującym to wydawnictwo, było chwilami po prostu niesamowite i wręcz bajkowe, a całość materiału dostała się, z tego co pamiętam, do mojego topu kilkudziesięciu najlepszych wydawnictw 2013 roku. Do „Music For Cassandra” MACIEK SZYMCZUK przyłożył się, zgodnie z niepisaną zasadą ‘samotnych żagli’, autonomicznie i postanowił tym razem, że popłynie sam. Być może narzucił to sobie już od razu, postanawiając instrumentalnie, bez słów, bez wokali i bez gości rozprawić się z jemu bliską tematyką tytułowej wieszczki Kasandry oraz wszechobecnej śmierci, kto wie?... W efekcie otrzymujemy wydawnictwo zdecydowanie elektroniczne, nastrojowe, przestrzenne, bardzo osobiste i rozpisane na swój sposób dramaturgicznie niczym dobra sztuka teatralna, a przy tym nie epatujące ambientową jednostajnością. Rzecz to bardzo spójna, a jednocześnie wielowymiarowa, bowiem zdarzają się tutaj fragmenty bardziej standardowe, melodyczne i można by rzec, że wzniosłe, ale i takie, zwłaszcza w środkowej części albumu, kiedy dźwięki wprowadzają w swoisty trans („In the Belly of the Weapon”), albo zapowiadają nastrój hałaśliwym wstępem („Spoil of War”). Na podstawie tylko dwóch pełnych albumów oraz nagranego razem z SLOWTION krążka „Ways” trudno mi pisać, że MACIEK SZYMCZUK ma swój pełnoprawny styl muzyczny, bo tu i ówdzie słyszę jednak pewne wpływy z zewnątrz i pewne takie niezdecydowanie, a właściwy odbiór „Music For Cassandra” utrudniają mimo wszystko potęga, koloryt i różnorodność poprzedniego albumu, jednak uważam, że w swojej klasie ten kompozytor pozdawał wszystkie egzaminy, nawet jeśli chwilami zaglądał kolegom przez ramię i przepisywał nuta w nutę to, co mogło się przydać do końcowego wyglądu jego pracy.
7/10
Diovis (mrocznastrefa.com)

 
Let’s see what this Maciek guy has to offer this time. I always find it interesting how someone who seems like quite a joyful fellow is able to produce such emotional, introspective pieces of music. Is it but a play between musician and listener, or is a sincere exposition of the artist’s inner self, stripping his soul layer by layer not by words, but by music? We liked Maciek Szymczuk’s previous album, “Clouds”, also released by Zoharum. He’s also one half of the Aabzu venture and when I write these words the very fresh album by his first project, Another One, should be out and ready to rock.
According to the label “Music For Cassandra” is based on the character of Cassandra from Greek mythology, but obviously you can invent your own concept as this kind of sound is always ready and willing for other interpretations (remember, your own is always right). Basically, the musician continues the journey he began on “Clouds”. He’s still trying to make things harder in terms of describing the atmosphere in one word. So for people who like labels this might need a little bit of effort. That doesn’t mean that the album is difficult to absorb, not at all. It’s rather easy to listen and doesn’t really require much attention. You can meet Cassandra during the cleaning of your windows or making dinner and it won’t interfere with your peace of mind at all. Yet if you dare to look closer to “Music For Cassandra”, you’ll realize that it’s not sad, but it’s not happy music either. It’s not dark nor light. The atmosphere seems vague and indefinite, even though the music itself is clear and well-sounding. Like when you wake up and forget what your dream was about. One that may seem like a nightmare, but you realize that it was actually pretty cool. Or a beautiful dream the sharp edges of which are immediately lost in the fog of daylight.
The album contains a lot of good melodies, sometimes reminiscent of something you already heard on a different album by a different artist, but in a final conclusion it has a Szymczuk touch, so to speak. Can’t say a bad word about the production either. It’s ambient, but one based on melodies, delicate rhythms and harmonies rather than drones. Made mostly with the use of digital synths and effects, yet enriched here and there with the samples of strings and wind instruments. The warm production and the overall class of the musical structures make me forget about the artificial provenance of the majority of the tracks. Of course, there’s nothing wrong with electronic coldness, I like this kind of music, I just want to underline the feeling that on “Music For Cassandra” there’s a human being behind them.
Favourite tracks? “Spoil Of War” with its opening, very intense guitar-like drone that gradually vanishes and gives a place to atmospheres reminding me of Echoes Of Yul, which as far as I know Maciek appreciates as well. And the following composition, “Infinite Sadness Of Being Right”, soothing and nostalgic. Maciek doesn’t discover America, he doesn’t discover himself again either. He does what he likes best and – at least on this stage of his career, if we can speak of something like a ‘career’ in the ambient world – he’s not interested in changing directions. Anyway, he has other projects for other explorations. Good for him. Good for us.
stark (Santa Snagre Magazine)

 
Poprzedni album Maćka Szymczuka co jakiś czas wraca do mojego odtwarzacza w sypialni. Najnowszy materiał jest bardziej instrumentalny i na pewno stanowi kontynuacją poprzednich dokonań.
Tak więc nie ma rewolucji w zamian otrzymujemy chyba najbardziej przemyślane wydawnictwo, przynajmniej z tych które ja miałem przyjemność posłuchać. Maciek w niezwykle przemyślane sposób łączy elementy delikatnej orientalnej elektroniki z ambientem. Każdy z utworów stanowi odrębną historię, są przyjemnie zróżnicowane i dobrze muzycznie przemyślane. W efekcie powstała płyta przyjemnie kojąca i wyciszająca.
‘Music for Cassandra” głównie zaskoczyła mnie świetnymi melodiami oraz filmowym nastrojem. Utwory są na tyle melodyjne by sięgnął po mnie nie tylko zasłuchany fan gatunku. Aranżacyjnie także sporo się tutaj dzieje, każdy numer ma swoją dramaturgię i odpowiedni klimat. Całość razem z odpowiednim brzmieniem robi zwyczajnie swoją robotę. Ta płyta ma w sobie trudną do opisania elegancję i po prostu chce się do niej wracać. W dzisiejszych czasach gdy sporą część płyt skraca się przesuwając suwakiem po ekranie monitora, tutaj ani przez chwilę nie będziecie mieć na to ochoty. Świetny, przemyślany album.
Tomasz "mroczek" Pisarski (Darknation.eu)

 
Kassandra, die trojanische Königstochter, die die Zukunft voraussagen kann und zugleich gestraft ist, für immer ungehört zu bleiben – wie würde ihr Ruf klingen, wäre er Musik? Wäre er schrill und hysterisch, um voller Verzweiflung gegen die tauben Ohren derer anzukämpfen, die ihr Fatum vergessen und verdrängen? Oder wäre er ganz leise, kaum hörbar, im diffusen Rauschen der Welt verhallend? Maciek Szymczuk entwirft in seiner „Music for Cassandra“ eine Figur, die längst Teil des Schicksals geworden ist, das sie voraussagt, und die der Taubheit und Indifferenz ihrer Adressaten eine genügsame Abgeklärt entgegen setzt, die – vielleicht aus Liebe zu den ihrem Untergang geweihten – nicht frei von Wehmut ist.
Tatsächlich hat man recht wenig in der Hand, um solch eine Deutung festschreiben zu können, doch so sehr man der Offenheit von Szymczuks rein instrumental gehaltener Musik auch Rechung tragen sollte, implizieren Songtitel wie „Infinite Sadness of Being Right“ oder „I Am Free“ eine ebenso deutliche Sprache wie die schönen unaufdringlichen Melodien, die sich dezent hinter entspannten minimalen Takten verstecken, nicht weil sie etwas zu verbergen hätten, sondern weil sie die Reichweite ihrer eigenen Ausdrucksfähigkeit niemals überschätzen würden.
In ihrem Mythos war Kassandra nicht nur die mit dem kohlschwarzen Augen, die Tod und Untergang sah, sondern auch die Fremde, fremd weil ungehört, später enführt aus ihrem verwüsteten Land, fremd unter ihren Landsleuten, auch in ihrem Geschlecht – dronige Ambienttracks von plastischer Machart wie „She Who Entangles Men“ und „Helen’s Golden Veil“ referieren auf Kassandras Ahnung von Helena, die als erste Schicksalsfrau der Antike die damalige Welt einzig durch ihre passive Anziehungskraft ins Wanken bringen sollte. Auch ist es die Hand einer Frau, der eifersüchtigen Gattin ihres Entführers, durch die Kassandra am Ende sterben wird – in „Last Lament In Death“ gibt Szymczuk auch dem finalen Kapitel ein retardierendes Element voll melancholischer Schwere.
Stellenweise gerät die Musik jedoch derart friedvoll, dass sich die Vorstellung von einer trotz allem guten Prophezeihung aufdrängt, Szymczuk gestaltet dies aber mit einem durchaus soliden Ensemble an Ideen. Bisweilen untermauern überraschend wuchtige Dröhnwellen, von Eispickelbeats segmentiert, den hochemotionalen Subtext der Musik, und hier und da meint man, einen klassischen Songanfang zu erleben – Kirlian Camera hätten in den frühen 80ern ganze Songs aus Passagen gemacht, die Szymczuk hier in einigen Sekunden abhandelt.
Uwe Schneider (AfricanPaper.com)

 
Op het Poolse dark ambient en industrial label Zoharum verscheen zopas “Music For Cassandra” van Maciek Szymczuk uit het Poolse Katowice. Het is al zijn tweede album voor dat label, na “Clouds” uit 2013 en in 2011 was er op hetzelfde label het album “Ways” dat hij uitbracht in samenwerking met de act Slowtion. Daarvoor bracht hij zijn muziek enkel digitaal uit of op cd-r.
Maciek Szymczuk maakt heel stemmige en intrigerende dark ambient, elektronisch en licht experimenteel maar steeds toegankelijk en heel erg meeslepend zelfs. Zijn composities heten het midden te houden tussen droom en bewustzijn, een beetje het concept van Troum die muziek gebruiken als een direct pad naar het onbewuste waar ze de luisteraar mee in contact trachten te brengen door hem in een hypnose-achtige droomstaat te brengen, een soort trance zeg maar.
Het resultaat is rustige, meerlagige en bijzonder rijke synthesizermuziek, waar allerhande effecten in opduiken. "Music For Cassandra" klinkt melodieus, moody en gloomy en zeer atmosferisch. Het is muziek als de illustratie bij een reisverhaal. Als een illustratie bij imaginaire plaatsen. Muziek als energie en meditatie. Een zeer contemplatief album ook.
“Music for Cassandra” (10 tracks, 44 minuten) wil een verklanking zijn van het mythologische verhaal van Cassandra (dochter van Priamus, de koning van Troje) en van de dood als een onomkeerbaar lot waaraan niet te ontsnappen valt. Maar je hoeft uiteraard de legende niet te kennen om van de volledig instrumentale muziek te kunnen genieten.
Mijn favoriete track – als ik er een moet kiezen – is “The Seer”, maar dit is zo’n album waar de onderverdeling in tracks eigenlijk bijkomstig is. Ze vloeien in elkaar over in één harmonisch geheel, een drie kwartier durend klankenlandschap. “Music for Cassandra” is een topalbum geworden dat ik kan aanraden aan alle liefhebbers van ambient en dark ambient. Het album kwam uit als digipak in een strikt gelimiteerde editie van 400 copies.
8.5/10
Henk Vereecken (Darkentries.be)

 
Po raz kolejny odbiegam tematem od szajsu, który Wam zazwyczaj serwuję. I po raz kolejny tykamy się ambientu. Jeśli pamiętacie, nie jestem jakimś akrobatą tych rejonów, aczkolwiek potrafię docenić. Tym razem będę doceniał płytę niejakiego Maćka Szymczuka, artystę płodnego i aktywnego w polskich rejonach ambientowych. Cóż, pajechali.
Music for Cassandra to płyta czarująca. Te czterdzieści minut, jakie nam zapewnia, wypełnione jest dziwacznym spokojem i specyficznym klimatem. Nagranie, co można łatwo stwierdzić (chyba, że jesteś na poziomie rozwojowym ameby. W co wątpię. Umiesz przecież czytać.) dotyczy mitologicznej Kasandry, królewny trojańskiej, która miała nieprzyjemność przewidywać przyszłość. I na domiar złego nikt jej nie wierzył, co się przyczyniło do upadku Troi podczas całej tamtej awantury o Helenę. Wracając do płyty, tematyka jest raczej ponura, nazwy kawałków też nie za wesołe. Spodziewać się więc można mrocznej atmosfery. I faktycznie, jest całkiem mrocznie, choć jednocześnie, jak wspomniałem, spokojnie. Do tego bardzo przestrzennie. Nie powiem, podoba mi się takie zestawienie. Działa relaksująco i kojąco. Jeśli już miałbym porównać to do wizualiów, to myślę, że dobrym motywem są góry nocą. Dźwięki tu są dość chłodne, do tego melodyczne i lekkie. Do tego płyta jest naprawdę ładnie wyprodukowana. Nuty pochodzą z komputera, co nie przeszkadza i nikomu nie powinno. Słuchanie jej jest po prostu przyjemne. Łatwo też przy niej zasnąć, mimo, że nie jest nudna ani wtórna. Powtórzę się, ale co tam: uspokaja. Kolejne utwory płynnie się zmieniają, nie wytrącając słuchacza z rytmu i utrzymując w rozmarzonym stanie ciała i ducha. Porwałbym się nawet na twierdzenie, że potrafią dostarczyć doświadczeń z pogranicza stonera, choć na pewno nie aż tak poćpanych. To jej magia, potrafi zaczarować słuchacza i wprowadzić w stan swobodnych przemyśleń. Jak dla mnie to właśnie dobry ambient. Mimo, że nie ma tu nic niesamowitego, a kolejne utwory są dość przewidywalne i łatwe do rozgryzienia, to mi się podoba. Świetna rzecz, by puścić sobie po ciemku, zapalić fajkę i snuć kolejne przemyślenia. Albo, żeby się zdrzemnąć.
Zdaję sobie sprawę, że recenzja wyszła mało konkretna, ale nie jestem pewny, co jeszcze miałbym tu napisać. Nie ma sensu opisywać poszczególnych utworów, gdyż pojedynczo nie są istotne. Płyta jest warta słuchania w całości, rozdrabnianie jej jest głupotą. Przyjemna pozycja i jeżeli nie posiadasz jeszcze żadnych płyt w takim klimacie, warto się zainteresować kupnem. Jeżeli posiadasz to albo: a) jesteś psychofanem ambientu, nie rozumiem Cię i powinieneś kupić, albo b) możesz sobie odpuścić, bo w sumie nic nowego tu nie ma. Ot, ambient jaki znamy i lubimy.
7.5/10
Kapitan Bajeczny (Kvlt.pl)

 
Czy na okładce płyty Macieja Szymczuka jest Kasandra, tego nie wiem, ale wiem, że Music For Cassandra, tak jak i pozostałe płyty Szymczuka, jest chłodna, przerażająca, tajemnicza i nie wiem, co jeszcze. Wiem, że mitologiczna Kasandra była postacią przeklętą. Oby ta płyta przeklętą nie była, bo jest aż za dobra. Kontemplacyjny trans niesie Macieja Szymczuka przez całe wydawnictwo, a słuchaczom pozostaje wsłuchiwać się w te rozległe i oniryczne melodie.
FYH (Fuck you, Hipsters!)

 
Maciek Szymczuk vuelve a consolidarse como uno de los maestros dentro de la música experimental. Sus obras son dechados de buen hacer, viajes a lo inhóspito, a lo desconocido; verdaderas experiencias acústicas rebosantes de inefabilidad que consiguen evadirnos por momentos de la presión atmosférica. Su profusa carrera discográfica está marcada por trabajos en solitario y en colaboración con otros músicos, como es el caso de Aabzu, el cual conforma junto a Łukasz Szałankiewicz. Sin embargo, no es el momento de ahondar en esos derroteros, ya que el ejercicio en solitario de este genial artista llenará sobradamente nuestro espacio disponible.
Maciek propone en “Music For Cassandra” una selección de cortes de espíritu oscuro y misterioso; música expansiva, puramente instrumental, pausada y rítmica, en plena consonancia con el downtempo. Eventualmente, los ritmos desaparecen para tomar forma de loops vestidos con melodías enigmáticas que afloran en los sueńos más incomprensibles. 'In The Belly Of The Weapon' es un ejemplo idóneo para materializar este esquema descriptivo.
Otros recursos a destacar son los trazos lineales de drones que se disuelven en melodías sueltas, repletas de magia, tal y como atestigua ‘Spoil Of War’; o geniales ejemplos de música lunar, que personalmente hacen evocar alguno de los mejores momentos de Coil, representados en ‘Infinite Sadness Of Being Right’.
Lo más embriagador de la música que emana del nervio creativo de Szymczuk es que puede ser escuchada en repetidas ocasiones sin alcanzar jamás el tedio. Se descubre como una banda sonora perfecta para corazones ocultos bajo el permafrost. Composiciones gélidas y contundentes que crecen como aludes de nieve en montańas escarpadas.
Para mí, el tema estrella de “Music For Cassandra” se encuentra situado en la octava posición de este genial CD. Su título es ‘Let My Life Be Done’, y logra descubrirse como una simbiosis entre el martial más recatado y un ambient cargado de elegancia. El artista no deja de demostrarnos en ningún momento su magistral uso del sintetizador; a base de notas expansivas consigue colorear paisajes desconcertantes y magnificentes.
Grandes tonadas siguen sucediéndose una tras otra a lo largo de los casi tres cuartos de hora que dura este laudable disco. “Music For Cassandra” es, posiblemente, el mejor trabajo realizado por Szymczuk hasta la fecha. Además, la presentación del mismo ha sido realizada con altas dosis de mimo y elegancia. Se ofrece en un digipack de seis paneles en el que se combina un fondo mate con ilustraciones en papel brillante, lo que crea un agradable contraste cromático al ser observado.
Si no conoces el gran legado sonoro de Maciek Szymczuk, “Music For Cassandra” es el trabajo perfecto para adentrarse en su admirable universo.
9.25/10
Fernando O. Paino (Mentenebre.com)

 
Polacy nie gęsi. Wydany w 2013 roku album 'Clouds' Maćka Szymczuka zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Dlatego też ze sporym entuzjazmem podszedłem do 'Music For Cassandra'. W odróżnieniu od swojej poprzedniczki, nowa propozycja Szymczuka to materiał w całości instrumentalny będący jednak kontynuacją jego poprzednich dokonań. Ponownie mamy do czynienia ze spokojną muzyką łączącą w sobie spokojne, ambientowe tła, brzmienia żywych instrumentów o nieco orientalnym posmaku i lekką elektronikę. Dźwięki zawarte na 'Music...' dalekie są jednak od typowo ambientowej abstrakcji, wręcz przeciwnie - każdy z zawartych tu utworów to osobna, przemyślana i znakomicie zrealizowana kompozycja, w której nie brakuje melodii, delikatnych beatów i swego rodzaju chwytliwości dzięki czemu nagraniom tym bliżej do wydawnictw 4AD ze starym Dead Can Dance czy Piano Magic na czele niż stricte ambientowym impresjom. Oczywiście jest to muzyka zdecydowanie bardziej elektroniczna, ale zarówno jej lekko antyczny klimat, jak i smutno-niepokojąca atmosfera przywodzą na myśl wyżej wymienione. Warto wspomnieć też, że jest to chyba najbardziej dopracowany i złożony album Szymczuka, bo niebanalnych aranżacji i przeróżnych detali, które uwypuklają się w miarę kolejnych odsłuchów jest tu naprawdę sporo. W gruncie rzeczy jest to jednak muzyka przystępna, której po prostu znakomicie się słucha i nie trzeba być fanem dźwiękowych eksperymentów żeby docenić wartość Muzyki dla Kassandry. Bardzo dobry album.
8/10
Maciej Malinowski (Musick Magazine)

 
Partendo da una personale rivisitazione sonora del mito omerico di Cassandra, il polacco Maciek Szymczuk firma il suo settimo lavoro solista di lunga durata facendo leva soprattutto su un profilo funebre, cesellato calcando la mano sull'inesorabilità della morte e del fato. Anticipato dall'EP "The Seer" (disponibile su bandcamp e arricchito da inediti e da alcuni pezzi remixati), l'album si attesta a metà strada tra la colonna sonora e l'ambient oscura, avvicinandosi spesso alle soluzioni di certi Dead Can Dance, divise tra rimandi all'antichità, velate partiture tribali e profondi suoni celebrativi tesi a descrivere il mistero ancestrale. I nove brani trovano fondamento in lenti movimenti di synth, elaborati su frequenze bassissime che suggeriscono un'oscurità cerebrale. A rifinirli intervengono tenui percussioni e ritmiche da laptop, nonché alcune melodie che sembrano far straripare i suoni in un liquido denso e sognante. Le strutture circolari rimandano ad una calma serafica e torbida al tempo stesso, su cui regnano incontrastati pathos e malinconia. Minime variazioni di stampo rumoristico e loop ipnotici variano di poco architetture massicce accostabili a sinfonie elettroacustiche plumbee. Solo il capitolo conclusivo tenta una spinta ulteriore spingendosi verso una fredda sinteticità, forse utile a tradurre il momento cruciale della morte e dell'oscurità che vi è oltre. L'ottima resa audio atta a sottolineare le partiture baritonali e l'eccellente confezione in digipak a sei pannelli decorata da figure laminate fanno da contorno ad un'opera che brilla sia sotto il profilo tecnico che artistico. Ideale colonna sonora per una situazione mitica. Limitato a 400 copie.
7/10
Michele Viali (DarkRoom Magazine)

 
Maciek Szymczuk has been going for many years and has had releases on Mik Musik and Zoharum, solo and as part of Aabzu (see Vital Weekly 937) and he continues his ambient 'pop' music on his latest 'Music For Cassandra'. There is a bit of rhythm, some piano and guitar, lots of atmosphere and Szymczuk is your man to guide you in this doomy and moody world. All of this is rather simple in terms of composition: rhythm ticks away, a bit of piano chords, some on the guitar and washes of synthesizers. Most of the time it sounds like gently passing like clouds in the sky; a sky at twilight time, shimmering with darkness. Taking its title from Friedrich Schiller, there is a darker, romantic notion over this music, one of despair, spleen, weltschmerz, or whatever you prefer ('Infinite Sadness Of Being Right' is one of the titles, 'Last Lament In Death' another; there you go). It is also filled with musical notions, as Szymczuk doesn't want this to be fully abstract and alien, when it comes to the use of drones. Sometimes it's a bit grittier and dirtier, such as 'Let My Life Be Done' (what did I say about titles?), and more rock-like. Maybe a bit out of place, but it also provides a needed counterpoint, a different angle (angel?) to the music. It is cold outside, it is grey and the mood is sad: yes, Szymczuk knows how to make the right move.
FdW (Vital Weekly)

 
Cuando observas en el interior de un álbum musical a analizar que, en uno de los paneles del digipak, se encuentran los versos del maestro Friedrich Schiller (1759 - 1805) pertenecientes a su obra “Cassandra”, ya sabes que esta obra musical va a ser distinta, especial, interesantemente culta en su esencia artística. Si además encuentras una impactante decoración basada en la simbólica presencia de las serpientes en otro panel interior, con todo su mensaje arquetípico emanando de esa serpiente de dos cabezas cuyo significado más profundo sigue permaneciendo inalterable a lo largo de los siglos, tomas consciencia inmediatamente que en estos temas va a tener protagonismo la vida y la muerte dentro de su esencia musical, incorporando el factor esotérico, adivinatorio y mágico como vía de unión trascendental entre lo humano y lo divino. Pero en la figura mitológica de Cassandra también se une el don y la maldición divina, el poder sobrehumano concedido por los dioses y la pérdida de credibilidad entre los seres humanos, estableciéndose un dramático equilibrio que tanto apasionaba y aleccionaba a los griegos en la Antigüedad. La sacerdotisa Cassandra, al traicionar al dios Apolo después de haberle dado el don de la visión adivinatoria, es castigada con no ser nunca más creída en sus predicciones porque con los entes superiores no puede el ser humano ni jugar ni romper los tratos acordados. El mito de Cassandra sigue aún vivo en este siglo XXI, y el artista Maciek Szymczuk se ha inspirado en su mítica figura para crear este impresionante álbum que encantará a los melómanos lectores de Lux Atenea Webzine que lo adquieran en su edición original. Presentado oficialmente el pasado mes de julio, “Music for Cassandra” ha sido publicado por el prestigioso sello discográfico polaco ZOHARUM en formato digital y en una edición limitada de 400 unidades en digipak CD, siendo engalanada con un elegante diseńo de portada creado por Tomasz Gut con fotografía de Agata Stolarczyk, ofreciendo una estética visual muy impactante donde la imagen parcial de la figura femenina queda envuelta en ese halo de misterio, sobre todo al no poder ver sus ojos siendo ella (Cassandra) una sacerdotisa con poderes divinos. En el álbum “Music for Cassandra”, se percibe muy claramente el alto grado de inspiración de Maciek Szymczuk a la hora de definir y pulir musicalmente cada uno de los diez temas que vertebran esta grandiosa obra. Englobados dentro del estilo ambient con pinceladas sonoras minimalistas, este álbum fascinará a nuestros melómanos lectores entregados en cuerpo y alma al disfrute de las tendencias musicales de vanguardia, ofreciendo Maciek Szymczuk este obscuro aire fresco destinado a ser escuchado con intensidad y suma concentración.
Los tenebrosos vientos del pasado traerán esta historia mitológica intemporal en cuanto el tema “Serpents' Tongues” entregue su aciago mensaje de vida y muerte entrelazado en el devenir de la propia existencia como paso previo irrenunciable ante lo póstumo. Sentimientos y seducciones intencionadamente creadas para ocultar la realidad se presentarán en “She Who Entangles Men” con el embriagador perfume del deseo tapando la esencia del Mal, permaneciendo en el ambiente la sobrecogedora presencia de la elegida por los dioses en “The Seer” como figura tocada por el don de la premonición. En “Helen's Golden Veil”, todo se tornará en máscara de tragedia a punto de hacerse realidad en el tema “In The Belly Of The Weapon”, con su carga mortal escondida en su interior. La sangrienta sombra de Troya irá cubriendo la tierra en cuanto “Spoil Of War” empiece a sonar, mientras el dios Marte celebra la victoria alcanzada concediendo todos sus salvajes deseos al vencedor, pudiendo sentir el dolor de Cassandra en la composición “Infinite Sadness Of Being Right” al ver cómo su profecía se hizo realidad sin que nadie creyera que pudiera ese hecho ocurrir algún día. Una redención espiritual cargada de espinas morales que, en “Let My Life Be Done”, adquiere el tinte dramático de la desesperación ante la pérdida de lo más querido, convirtiendo la existencia a partir de entonces en un deambular por el mundo en busca del fin de la propia vida, fielmente reflejada en la fantasmagórica composición “Last Lament In Death”. Finalmente, en el tema “I Am Free” que clausura este colosal trabajo musical, el instinto irá guiando al ser en su último tramo mientras trata de escapar de los designios del karma mediante el rito apolíneo de la purificación, pero mirando a través del prisma del conocimiento sagrado cuya revelación supone la pérdida de la densidad espiritual en este viaje a otra inmaculada dimensión. “Music for Cassandra”, cuando la inspiración artística está tocada por las musas del Arte, aparecen estos frutos musicales tan brillantes e innovadores. ĄĄĄDisfrútenlo!!!
Lux_Atman (Lux Atenea Webzine)

 
Swoją najnowszą, trzecią już z rzędu wydaną w barwach Zoharum Records płytę, Maciek Szymczuk zadedykował Kasandrze. I choć leitmotivem są tu losy mitologicznej wieszczki, przedstawione na tle wojny trojańskiej, anglojęzyczne tytuły poszczególnych kompozycji odsyłają nas do wątków uniwersalnych, obecnych w różnorodnych wierzeniach, mitach i religiach. Życie, śmierć, miłość, wojna, zemsta. Tematy znane od zarania dziejów. Muzyka dla Kasandry również nie jest zbyt odkrywcza, ale właściwie co to ma za znaczenie? Wysłuchałem tej płyty z przyjemnością parę razy i na tym się nie skończy, bo Maciek swoimi dźwiękowymi opowieściami potrafi wciągnąć i pobudzić wyobraźnię. To muzyka czysta, i nie mam tu na myśli jedynie świetnego, dynamicznego brzmienia. Czuć tu po prostu prawdziwe emocje, ale i coś pierwotnego, surowego, jakiś archetypiczny pierwiastek, przywołany wcześniej.
„Music For Cassandra” ma swoją dramaturgię. Po spokojnym, ale i dosyć mrocznym wstępie, następuje masywny „The Seer”, a później „Helen's Golden Veil” wprowadza nas znów w kontemplacyjny nastrój. Niepokojący „In The Belly Of The Weapon” jest jedynie zapowiedzią zaczynającego się niesamowicie mocno „Spoil Of War”. Kontrastująca z całością materiału ściana syntetycznego dźwięku jednak opada, atmosfera łagodnieje i tak już jest do samego końca płyty. I właśnie te fragmenty albumu uważam za najciekawsze. Spowity tajemną aurą „Infinite Sadness Of Being Right”, „Let My Life Be Done” z marszowym rytmem, melancholijny, dołujący „Last Lament In Death”. A całość zamyka, rozmywający się gdzieś w kosmicznych przestrzeniach i opatrzony niejednoznacznym tytułem „I Am Free”.
„Music For Cassandra” to pozycja głównie dla tych, którzy w muzyce cenią sobie najbardziej brzmienie i przestrzeń. Dźwięki te mogłyby być znakomitą ilustracją dla scen filmowych, czy przedstawień teatralnych, ale i bez tego sprawdzają się bardzo dobrze. Czasami muzyka jest tak absorbująca, że przypisanie jej roli tła mogłoby nawet zaszkodzić. Leniwy, oszczędny bit, głębokie, basowe tąpnięcia, delikatne harmonie, i oczywiście rozległe, ambientowe pasaże: Maciek Szymczuk łączy to wszystko umiejętnie i z wyczuciem. A kojący, medytacyjny charakter jego muzyki pozwala choć na trzy kwadranse zapomnieć o pędzącym na złamanie karku świecie.
Senior Cartero (tegoslucham.pl)

 
Der mythologischen Figur Kassandra widmet sich MACIEK SZYMCZUK auf seinem neuen Album „Music For Cassandra“, indem er sich auf Ereignisse im Leben der berühmten Seherin, deren Aussagen aber aufgrund eines Fluches niemand glaubte, bezieht. Dabei wird der Kassandra-Mythos von dem Werben Apolls um sie, worauf sie die Gabe des Sehens erlangt, über den Trojanischen Krieg bis hin zu ihrem Tod in Gefangenschaft in Mykene erzählt.
Die Musik ist dabei kein verkappter, von Bombast durchtränkter Film-Soundtrack, sondern ein eher verhaltenes Ambient-Werk. Musikalisch setzt MACIEK SZYMCZUK dabei auf eher helle, melodische Keyboardflächen, denen er zumeist recht zurückhaltende Rhythmuselemente beistellt. Die musikalischen Kontrapunkte liegen exemplarisch bei „The Seer“ und „Let My Life Be Done“, dem besten Stück des Albums. „The Seer“ bezeugt mit hellen optimistischen, ja himmlischen Akkorden die Gabe des Sehens, die Kassandra von Apoll erhält. „Let My Life Be Done“ zeigt dagegen mit dramatischen Klängen, der wuchtigsten Percussion des Albums und einem für das Album starken Ethno-Einschlag quasi den Zusammenbruch Trojas und die persönlichen Folgen für Kassandra. Ebenso stark fällt das sich etwas anschleichende, düster-dramatische „Spoil Of War“ aus.
Teilweise, so muss man aber sagen, wirkt das Album, wenn man die Möglichkeiten, die der Mythos um Kassandra bietet, betrachtet, an anderer Stelle musikalisch zu neutral bzw. bisweilen ideenlos. Gerade die letzten beiden Stücke, wobei es hier im Leben von Kassandra um Vergewaltigung, Versklavung und schließlich um ihre Ermordung geht, sind bar jeglicher ernsthafter dramatischer Elemente oder musikalischer Tiefe. Insofern hat MACIEK SZYMCZUK aus meiner Sicht einige Möglichkeiten, die sich in jedem Fall geboten hätten, verschenkt, sodass es hier alles in allem zu einem soliden Ambient-Album gereicht hat, dessen thematisches Potential leider nicht ganz ausgeschöpft wurde.
Tony F. (nonpop.de)

 
Meisterhaft! Also, wenn hier etwas von Beginn an klar war, dann die Tatsache, dass die Erwartungen des neuen Werkes vom Ausnahmekünstler Maciek Szymczuk verdammt hochgesteckt waren. Dessen letztes Album “Clouds” war bereits ein fulminantes Hörerlebnis und was kann einem der Künstler Schöneres bieten, als die gesteckten Erwartungen auch tatsächlich zu erfüllen – Wahnsinn! Auf vorliegender Publikation wird es mystisch und die Titelgebung serviert zugleich die basische Ausrichtung, wobei uns der Musiker nun also mitnimmt auf eine Reise zur mythologischen Figur Cassandra. Jene besaß die Begabung der Weissagung, konnte jedoch trotz ihrer Vorhersehung das aufkommende Unheil nicht abwenden, weshalb Ihr eigentlich Fluch statt Segen geschenkt wurde. Dies schien ein gewisses Interesse bei Maciek Szymczuk zu erwecken, weshalb dieser nun seinen musikalischen Ambitionen auf “Music For Cassandra” freien Lauf ließ, und wo sich abermals schnell dessen Stärken präsentieren – ruhig, einfühlsam, verhalten, geheimnisvoll, aber mitunter auch sehr emotional. Sicher überwiegt hier die düstere Komponente, was aber nichts an der Gegebenheit ändert, dass hier einem beständigen Wechsel aus Nachdenklichkeit und Schönheit nachgegangen wird. Warme Melodiebögen sind dabei etwas, was man besonders gut zum Ausdruck verbringen mag, wobei gerade “The Seer”, das folgende “Helen’s Golden Veil” und “Infinite Sadness Of Being Right” diesbezüglich sehr hochwertige Kost verkörpern.
Nicht aufdringlich, sondern alles perfekt aufeinander abgestimmt und entsprechend umgesetzt, so nimmt die Geschichte um Cassandra ihren Lauf, welche für Stunden begeistern kann und ein weiteres Highlight im Schaffen von Maciek Szymczuk darstellt – ich bin begeistert! Was bleibt, ist ein Werk voller Schönheit, dessen emotionalen Elemente mitunter mächtig unter die Haut gehen, und die abermals mittels ambienter Klangteppiche verwoben und umgesetzt wurden – meine absolute Empfehlung!
Klangqualität - 10
Intensität - 10
Wiedererkennungswert - 9
Eingängigkeit - 10
Artwork - 8
9.4
Zusammenfassung: Ein wahrhaft fesselndes Hörerlebniss
blizzard (necroweb.de)

 
W pierwszym kontakcie z nową płytą Maćka Szymczuka pomyślałem o... The Smashing Pumpkins. Wykorzystana w oprawie graficznej płyty czcionka i zdjęcie na okładce kojarzą się z ich albumem "Adore" (który zawierał zdjęcie z Katowic, gdzie mieszka Szymczuk). Jeden z utworów nazywa się "Infinite Sadness Of Being Right" - przypomina to tytuł płyty "Mellon Collie And The Infinite Sadness". Zresztą wiele z tytułów Szymczuka brzmi jak te wymyślone przez Billy'ego Corgana.
Czy to zamierzone - nie wiem. Muzyka z "Cassandry" niewiele ma wspólnego ze Smashing Pumpkins. Szymczuk pracuje na programach komputerowych, a nie na gitarach. Obok syntetycznych dźwięków umieszcza sample, np. trąbki czy smyczków. Piosenki nie mają słów, ale ciąg tytułów układa się w opowieść o przepowiedni, wojnie i śmierci. Jest w niej miejsce na Helenę i na pobyt "w brzuchu broni", czyli w koniu trojańskim. Na rusztowaniu mitycznej narracji o Kasandrze, której proroctw nikt nie chciał słuchać, Szymczuk ułożył serię pobudzających wyobraźnię, ale przystępnych utworów.
Muzyk sprawnie porusza się po terytorium ambientu i okolic, ale melodyjne, klimatyczne utwory z "Music For Cassandra" można uznać za muzykę filmową, i to wysokiej próby. Liryczny fragment "Helen's Golden Veil" posuwa się na skali przystępności niemal do motywu "Falling" ze ścieżki dźwiękowej "Miasteczka Twin Peaks", ale kończy się bliżej stylistyki Trenta Reznora. To właściwie piosenki. Do większości utworów Szymczuk dodał rytmy, np. w mrocznym "Spoil Of War" dyskretne, a w "Last Lament In Death" na pierwszym planie. Najbardziej z płyty lubię moment, gdy na odrealnione, nawiązujące do brzmienia tabli "Let My Life Be Done" spadają pojedyncze, coraz gęstsze uderzenia bębnów, z których wyłania się rytm - za każdym razem mnie to zaskakuje.
Operując podstawowymi środkami: rytmem i tempem, melodią, barwą dźwięku, obróbką efektami dźwiękowymi Szymczuk, stworzył bardzo dobry, różnorodny album. Przez 44 minuty rzecz trzyma dramaturgię i może się podobać słuchaczom nie tylko ambientu czy muzyki eksperymentalnej.
Jacek Świąder (Gazeta Wyborcza)

 
40 minutes is a mighty gesture when it comes to the format of the music composed. It's about the right size and it gives plenty of opportunity to enjoy even the most sophisticated and elaborate sounds to the extent of something lasting.
Maciej Szymczuk, polish artist who is very active within the area of ambient, post-techno, psychodelic voyages and sound art experiments with plenty of other genres.
When I listen to Maciek's productions it always beats me how much you can pack into an album with so much differential creative processes and yet give it a feel of something more than just a repeated clichee of particular genre.
It is more than just that. He is into creating the whole concept idea which brings me to mention the current one which is an old myth of Cassandra. Death, walking into her footsteps somewhat elevated to the level of very intimate experience which we all encounter at some point, but also our age helps us to acknowledge this even at larger scale.
Ambience of electronics and subtle beats - they all contribute to the fact that the album's ethereal atmosphere has plenty to reveal listening after listening after listening - a great asset if you ask me.
Hubert Heathertoes (Felthat - Reviews)

 
Zupełnie innego rodzaju emocje, klimaty ambientowe, momentami nieco coilowskie i muzykę powstającą w oparciu o precyzyjne, potężne brzmienia syntezatorowe proponuje z kolei na albumie Music for Cassandra Maciek Szymczuk. O jego muzyce zdarzyło mi się wspominać na blogu i choć odwołuje się ona też do trochę wydeptanych ścieżek 4AD (nawet mitologiczna tematyka jakoś się z tym zazębia) i mrocznej muzyki elektronicznej, zawsze przekonuje mnie elegancją i brakiem przeładowania. Tutaj warto zacząć od The Seer, który jest kwintesencją jednego i drugiego. W Helen’s Golden Veil nie przekonały mnie samplowe (albo przetworzone) smyczkowe aranżacje, ale za każdym razem przy słuchaniu uwagę przykuwała druga część albumu. Wyrazisty brzmieniowo, mocny i kontrastujący wręcz pod tym względem z całą resztą Spoil of War (który też uświadamia, że płyta ma duże spektrum dynamiczne i warto iść za radą z okładki, słuchając jej dość głośno), a potem elegijny i stylowy utwór świetny już właściwie z tytułu: Infinite Sadness of Being Right. Ten ostatni daje złudzenie niekończącej się sekwencji schodzących w dół akordów. A Let My Life Be Done – właśnie z pewnymi odniesieniami do 4AD – to chyba kulminacyjny punkt albumu, zrealizowany świetnie, z dużym jak na ten album rozmachem, ale też pełną kontrolą.
7/10
Bartek Chaciński (Polifonia)

 
A Friedrich Schiller's quote, "Give me back my darkened senses, I'll be gladly blind by choice", reveals the theme of this release: the mythological figure of Cassandra. As a concept-album, the tracks are conceived as movements of a long piece and apparently feeble tracks make sense in the context of the other tracks.
The musical tale starts with "Serpents' Tongues", an introductory track to "She Who Entangles Men" and the musical form is suddenly exposed: upon an almost ambient texture a mid-tempo beat tries to collide with the overall sense of sadness. "The Seer" reveals an almost synth-pop influence with the melody of the second part of the track while "Helen's Golden Veil" returns to a more solemn melody and "In The Belly Of The Weapon" is a dark ambient interlude to "Spoil Of War" whose guitar introduction is resolved in a track, "Infinite Sadness Of Being Right", entirely based on a beautiful synth line slowly developed. The resonance of "Let My Life Be Done" marks the final part of this release with the return of drums. "Last Lament In Death" is a static dark ambient subtle texture and "I Am Free" close this release at the crossroad of ambient and synth-pop.
The uncertainty of the musical direction is the result of the effort of depicting the many sides of the myth and exploit this sound palette to escape from a mere mimesis of the story. It's worth a careful listening.
Andrea Piran (Chain D.L.K.)

 
Wydana właśnie nakładem Zoharum Records nowa płyta Maćka Szymczuka „Music For Cassandra”, była jedną z najbardziej oczekiwanych przeze mnie premier z kręgu polskiej muzyki elektronicznej. Po pierwsze dlatego, że już na początku roku dane mi było poznać singel „The Seer”, zwiastujący ten album, który z miejsca urzekł mnie swoim charakterem. Po drugie dlatego, że Szymczuk jest znanym mi producentem nie tylko ze swojego solowego projektu, ale też paru innych, nieco odmiennych stylistycznie przedsięwzięć – co zdradza jego otwartość, ale też umiejętność radzenia sobie z różnymi odcieniami elektronicznych pejzaży. „Music For Cassandra” zdaje się syntetyzować wszystkie te cechy.
Szymczuk nie rozmywa się w tym gatunku komponując rozległe, nieskończone przestrzenie brzmieniowe, ale dyscyplinuje elektroniczny materiał w zwartą, logiczną, sprawnie opowiedzianą historię. Melodyka delikatnie orientalizująca i leniwy bit przywodzi na myśl dokonania klasyków spod szyldu 4AD, z wczesnym Dead Can Dance na czele. Zaś harmonie, jakie producent potrafi stworzyć, zdradzają nadzwyczajne muzyczne wyczucie. Wspomniany „The Seer” jest jak szkiełko skupiające w wąski promień światła różne kolory ambientu. Kiedy rozwija się w swojej szeroko poprowadzonej melodii, mając dwubiegunowy nastrój, jednocześnie niepokojący i kojący, skojarzenia z Boards of Canada stają się niemal automatyczne. Podobny rodzaj wyczucia muzyki, podobny rodzaj emocji wywoływanych w słuchaczu.
Na „Music For Cassandra” Maciek Szymczuk miesza charaktery i napięcia. Od kładzenia długonutowych pionów harmonicznych, rzec by można „typowo ambientowych”, po szybsze pochody melodyczne, wzmacniane delikatnym, ale jednak, bitem. Zmienia się też brzmienie, raz prym wiedzie sonoryzm, który przejmuje rolę myśli prowadzącej kompozycje, raz gra miękka elektronika, a kompozycje konstruują tradycyjne elementy dzieła muzycznego. To wszystko czyni z albumu wciągającą opowieść, na której „lekturę” powinien zdecydować się każdy, kto w ambiencie szuka nie tylko dźwiękowego impresjonizmu, ale poruszających umysł kompozycji.
Kaśka Paluch (80bpm)

 
La Zoharum, piccola etichetta polacca, si è ormai ritagliata da tempo un suo spazio in ambito dark-ambient, elettronico e sperimentale. Ha in catalogo nomi del calibro di Maeror Tri e Rapoon e continua a pubblicare a ritmo continuo produzioni interessanti e stimolanti. Ora è la volta di Maciek Szymczuk, artista elettronico ambientale con alle spalle diversi album. Il suo nuovo lavoro si intitola Music For Cassandra ed è dedicato al mito di Cassandra. La tematica è quindi molto oscura e si concentra sugli aspetti tragici del mito soffermandosi sulla Morte vista come una forza pervasiva a cui non si può sfuggire. Musicalmente invece ci troviamo di fronte ad un ambient di impianto classico non lontana dall’estetica codificata da Brian Eno. Le atmosfere sono serene e solo in alcuni momenti tendono ad essere oscure. Quindi, a dispetto del tema tragico trattato, la musica è pacata ed evoca stati di quiete e di introspezione. Siamo dalle parti di un “isolazionismo” che conduce verso paesaggi sconosciuti dell’anima. Lo stile è così in linea con la produzione precedente di Szymczuk, tesa a una “deep music” contemplativa e rigorosa. La struttura è costituita da ipnotici tappeti di synth anche se, in alcuni casi, vengono inseriti elementi ritmici e altri strumenti come gli archi. Chi segue l’ambient e l’elettronica non faticherà ad apprezzare l’album anche se ci troviamo di fronte a un genere inflazionato. Non è comunque un prodotto inutile nel “mare magnum” della galassia ambient e ha una sua “cosmica” bellezza di fondo. Music For Cassandra è stato presentato l’11 luglio al 17° Ambient Festival di Gorlice. L’album costituito da 10 tracce per una durata di circa 40 minuti ed esce in una bella confezione digipack in ‘un’edizione strettamente limitata di 400 copie. Su Bandcamp è disponible un singolo che racchiude oltre a “The Seer” 4 remixes di tracce presenti in Music For Cassandra.
Caesar (Ver Sacrum)

 
Powrót / Back